Marina Oława – nasza kolejna przystań z bajki

Jak już pisałem wcześniej, po pożegnaniu się z Mariną Pod Czarnym Bocianem, zostawieniu tam pięknych wspomnień po udanych i wesołych rejsach, z niedosytem pokonania WPW i dopłynięcia do Wisły, a może nawet do Gdańska, wróciliśmy myślami do bliższej naszemu domowi Odry, wybierając Marinę Oławę, o której nie mieliśmy zbyt wiele informacji. Decyzja o jej wyborze zapadła błyskawicznie, już podczas pierwszej naszej krótkiej wizyty, po bardzo rzeczowej rozmowie z jej właścicielami  – Anią i Tomkiem. Szczere zaproszenie, prezentacja miejsca i jego lokalnej specyfiki, bardzo miła atmosfera Tawerny Kapitańskiej, będącej integralną częścią Mariny, uśmiechnięci wkoło ludzie, epatujący pasją i zainteresowaniem naszymi potrzebami – to wszystko sprawiło, że „wróciliśmy do gry”, znajdując nasze nowe miejsce, nie tylko dla jachtu, ale i dla nas, przede wszystkim zaś dla naszych przyjaciół i gości.
I tak w sobotę, 4 lipca „zestaw podróżny”, czyli nasze auto ciężarowe ISUZU wraz cenną zawartością na przyczepie dojechał do Mariny, i po krótkiej chwili zwodowaliśmy nasz statek do Odry.

"zestaw transportowy" w nowym miejscu przeznaczenia

"zestaw transportowy" w nowym miejscu przeznaczenia

Tu też przywitał nas niski stan wody i bez pomocy kajakarzy międzynarodowego „PLOCH-TEAMU” ciężko byłoby nam zrealizować cel.  W tym miejscu ukłony do Pana Marka i jego zawodników.

Już po slipowaniu...

Już po slipowaniu...

Pływanie po Odrze, zwłaszcza w tej opolsko-dolnośląskiej części rzeki wiąże się z koniecznością pokonywania stopni wodnych, o ile założymy sobie realizację rejsów na nieco dłuższych dystansach. Radzenie sobie ze śluzami stało się dla nas kompletnie nową umiejętnością i zarazem dużym wyzwaniem. Licząc się z tym faktem, poprosiłem Tomka o pomoc w pierwszym dla mnie, „inicjacyjnym” przejściu śluzy, a jego wybór padł na najbliższą – Oława II (215 km), niedaleko naszej Mariny.

Tomek, właściciel Mariny i ..."mój trener od śluz"

Tomek, właściciel Mariny i ..."mój trener od śluz"

Dzięki dydaktycznym zdolnościom mojego nowego nauczyciela, operacja została zrealizowana bezboleśnie, nie ucierpiał jacht i żadna z jego burt, ja też nie poddałem się stresowi i próbowałem panować nad naszymi manewrami. Wspomnę, że w śluzie tej różnica poziomów wynosi ok. 4,5 m., co robi wrażenie dopiero po wypuszczeniu wody z komory i jej otwarciu.  Warto również dodać, że miła asysta 2-osobowej obsługi śluzy sprawiła redukcję stresu do minimum.

otwarte wrota śluzy i przepustka w dół Odry

otwarte wrota śluzy i przepustka w dół Odry

Zachęcony powodzeniem, w asyście 2 moich kolejnych załogantów – Marka i Michała, przystąpiliśmy do manewrów śluzowych w kolejnym rejsie, tym razem obierając za cel Brzeg Oławski, po drodze zaś najmniejszą na szlaku odrzańskim Śluzę Lipki (207 km). Tu zadanie było dużo łatwiejsze, bo też różnica poziomów była dużo mniejsza, niż podczas debiutu (1,4 m). Przejazd w obie strony bardzo udany i przyjemny, satysfakcja ogromna. Tutaj również zwróciliśmy uwagę na niezwykłą przychylność panów z jej obsługi, których podejście do obowiązków z „uśmiechem i życzliwością” wymalowaną na twarzach sprawiło nam ogromne frajdę.

Michał i Marek w śluzie Lipki

Michał i Marek w śluzie Lipki

Rejs kończyliśmy tuż po malowniczym zachodzie słońca, wpływając do portu już niemal przy światłach.

Na koniec tej relacji słów kilka jeszcze o Tawernie Kapitańskiej, królestwie Ani, gdzie wzięliśmy do ręki kartę dań, chcąc przetrącić „co nieco”, zanim rozpoczniemy nasz popołudniowy rejs. Marek, jako weganin poprosił o stosowną dla jego potrzeb strawę warzywną, Michał zamówił pstrąga, ja zdecydowałem się na roladę drobiową w sosie z kluseczkami. To wszystko popiliśmy zimnym i smacznym czeskim piwem, produkowanym na specjalne zamówienie Tawerny. Niebo w naszych gębach, to stanowczo za mało, aby wyrazić nasz zachwyt nad finezyjnym smakiem każdej z potraw.

Ania w swoim królestwie

Ania w swoim królestwie

Była to zaledwie skromna uwertura do czekających nas kolejnych dań, serwowanych w Tawernie podczas następnych naszych wizyt, co pozwolę sobie opisać w późniejszych raportach. Ale już teraz  namawiam Was wszystkich do odwiedzenia Mariny i Tawerny, gdzie czekają same miłe niespodzianki i jak wszyscy bywalcy twierdzą – niepowtarzalny klimat.

Marek Stasiak

Comments are closed.