Marina Brzeg – 1 sierpnia 2015

Mam przyjemność zaprezentować bardzo uroczą “Marinę Brzeg”, w której dzisiaj zagościliśmy na parę chwil. Jest to ważne miejsce na naszej regionalnej mapie żeglugowej, gdyż startując z portu w Oławie, po zaledwie 8 kilometrach płynąc w górę Odry, zbliżamy się do najmniejszej i przez to najłatwiejszej do pokonania śluzy w Lipkach, aby po następnych 8 kilometrach dotrzeć do rozwidlenia dróg wodnych. Na lewo kierujemy się do kanału biegnącego wprost do śluzy w Brzegu, i to jest właściwy tor wodny w górnym kierunku rzeki, wiodący do Opola i dalej do Gliwic. Na prawo zaś, po przepłynięciu kilkuset metrów, dopływamy do królestwa Kapitana Andrzeja Podgórskiego „Apisa” – szefa Mariny Brzeg. I nie tylko, Mariny.

Kapitan Andrzej Podgórski

Kapitan Andrzej Podgórski przed budynkiem biura Mariny

Kapitan Podgórski jest również „kapitanem wirtualnego statku”, najważniejszego portalu i oficjalnego serwisu polskiej żeglugi śródlądowej: http://www.zegluga.wroclaw.pl. W tym miejscu gorąco polecam tę lekturę, gdyż zawiera ona liczne i bardzo interesujące informacje, artykuły, relacje z rejsów, sprawozdania z ważnych wydarzeń, spotkań, narad, itd. To istna skarbnica wiedzy o żegludze i jej pięknych stronach, ale również o problemach, z jakimi borykają się profesjonaliści, niestety już bardzo nieliczni w naszym kraju, wobec upadającej w ostatnich latach branży. Ci, którzy postanowili kontynuować swój zawód, przenieśli się na wody zagraniczne, najczęściej do Niemiec. Od jesieni ubiegłego roku śledzę niemal codziennie ten portal, traktując jego zawartość jak elementarz w mojej edukacji wodniackiej.

Od dłuższego czasu planowana wizyta w brzeskiej przystani była dla mnie o tyle ważna, że bardzo chciałem poznać Pana Andrzeja, porozmawiać z nim choć przez chwilę, przedstawić się jako adept wchodzący małymi krokami do tej wspaniałej społeczności.
I stało się, około 14:30 cumując nasz jacht do pomostu Mariny, udaliśmy się wraz z synem Maćkiem na spotkanie z jej Szefem. Na nasze szczęście był obecny w swojej przystani, więc nastąpił długo oczekiwany uścisk jego prawicy i miła, choć bardzo krótka rozmowa. Niestety, poza przyjemnymi tematami, potwierdziła zewsząd płynące do nas informacje, że żegluga w Polsce umiera, rzeki pustoszeją, urządzenia wodne zarastają krzakami i że mało kto dba o poprawę infrastruktury. Jedyne i warte podkreślenia są fakty rosnącej ilości przystani dla wodniaków, którzy poprzez rekreacyjne pływanie ożywiają nieco polskie rzeki. Przykładem takiego lokalnego działania jest urocza i bardzo kameralna Marina Brzeg, która powstała 7-8 lat temu, niedaleko centrum miasta i jego przepięknych zabytków. Niestety, nie są one zauważalne od strony rzeki, gdyż gęsto zadrzewione jej brzegi stanowią skuteczną barierę – a szkoda. Szczęśliwie widać tylko (bądź aż…) wierzchołki wież kościelnych i sam szczyt zamkowego dachu, co nieco uwiarygadnia fakt ich bliskiego sąsiedztwa. Gdyby tak wykarczować dziko rosnące drzewa i krzaki, odsłaniając wodnym turystom to, co piękne? Warto byłoby zgłosić taki wniosek włodarzom Brzegu, sugerując jednocześnie bardziej holistyczne podejście do promocji tego pięknego miasta.

Pomost Mariny Brzeg i nasz mały stateczek

Pomost Mariny Brzeg i nasz mały stateczek po lewej stronie

Po krótkiej wizycie w Marinie Brzeg i spotkaniu z jej Kapitanem, popłynęliśmy w dół rzeki, aby po chwili dokonując zwrotu na prawo, wejść do kanału prowadzącego do śluzy Brzeg. Gdzieś w połowie trasy, po prawej stronie naszego jachtu zobaczyliśmy zabudownia starego portu. Wysokie hale magazynowe, zarośnięty basen portowy – pustka, rdza, chaszcze, głęboka cisza.

stery i pusty port w Brzegu - widok z kanału

stery i pusty port w Brzegu - widok z kanału

W pobliżu zerwany most, nigdy nie odbudowany. Przygnębiające wrażenie, kolejny ślad ruiny pozostajacej po latach świetności, niestety dawno temu, w poprzednim stuleciu.

zerwany most

zerwany most

Na pokonanie kolejnego stopnia wodnego nie starczyło nam czasu, zawróciliśmy kilkadziesiąt metrów przed śluzą, oglądając z oddali kolejne zabudowania i instalacje, sąsiadujące ze śluzą, równie krzyczące swoją pustką, zdezelowaniem i zapomnieniem. Nie są to przyjemne widoki, a najgorsze jest to, że tak często rzucają się w oczy, niestety w wielu miejscach naszego kraju, niemal wszędzie.

Wracajmy jednak do naszego rejsu, aby na koniec poprawić atmosferę niniejszej relacji. Sobotnie popołudnie, słońce, lekki wiaterek. Po obu stronach leniwie płynącej rzeki widzimy wędkarzy i ich rodziny. Pikniki połączone ze śledzeniem spławików i drgających szczytówek. Grill, czasami wymiana zdań przedzielonych łykiem piwa, najczęściej o „braku brania”. Nie dziwimy się, wszak wczoraj wieczorem była pełnia księżyca. Pozdrawiamy siebie wzajemnie, jest miło. Dwukrotnie spotykamy jedną z galer Mariny Oława, z pasażerami na pokładzie.

galar z Mariny Oława - miłe spotkanie przy śluzie Lipki

galar z Mariny Oława - miłe spotkanie przy śluzie Lipki

Dobra pogoda, piękne pejzaże, ptaki wodne, sarny schodzące do wodopoju – oto uroki obcowania z wodą, wielka przyjemność, działająca jak narkotyk. Kolejne przejście śluzy Lipki, która po uprzednim zgłoszeniu telefonicznym zaprasza rozwartymi wrotami. Miła pani, najpierw pomagająca umieścić naszą cumę na polerze, potem wręczająca kwit za śluzowanie, w kwocie 7,24 zł.

dostawa kolejnego kwitu z śluzowanie

dostawa kolejnego kwitu za śluzowanie

I powrót do naszej Mariny. Tam czekający obiad w Tawernie Kapitańskiej, jak zwykle pyszny, tym razem Kotlet Bosmana. Arcydzieło Ani Strażyńskiej, o czym jeszcze z pewnością nie raz napiszę.

Marek Stasiak

Comments are closed.